[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wyszedł, a Tuppence wróciła do swojego rozumowania.Potrzebowała wydarzeniatowarzyskiego, związanego z kapeluszem i eleganckimi pantoflami.Niestety te umiesz-czone już na liście wymagały podróży różnymi liniami: jeden ślub był na południu,a więc Southern Railway, drugi we wschodniej Anglii, chrzciny na północ od Bedford.%7łeby też mogła przypomnieć sobie coś więcej w kwestii krajobrazu& Siedziała poprawej stronie pociągu.Na co patrzyła, zanim pojawił się kanał? Na lasy? Drzewa? Ja-kieś farmy? Wioskę?Wysilając mózg ze wszystkich sił, podniosła w pewnym momencie głowę i zauważy-ła, że Albert wrócił.Zmarszczyła brwi.Jakże daleka była w tym momencie od myśli, żewłaśnie wierny sługa, który od pewnego czasu stał nieruchomo, czekając, aż chlebodaw-czyni zwróci nań uwagę, jest ni mniej, ni więcej tylko odpowiedzią na jej modły& No, co tam znowu, Albercie? Bo jeśli rzeczywiście nie będzie pani jutro przez cały dzień& I prawdopodobnie pojutrze także. To czy ja mógłbym zrobić sobie wolne? Tak, oczywiście. Bo Elizabeth dostała strasznej wysypki, Milly myśli, że to odra. Och, naprawdę?  Milly była żoną Alberta, a Elizabeth ich najmłodszą pociechą. Więc pewnie Milly potrzebuje cię w domu, to jasne.Albert mieszkał w małym, czyściutkim domku dwie ulice dalej. Nawet nie za bardzo.Nie lubi, kiedy wchodzę jej w drogę, jak ma pełne ręce robo-ty, boi się, że nabałaganię.Ale są inne dzieci i mógłbym zabrać je gdzieś, żeby nie pląta-ły się pod nogami. Naturalnie, przecież wszyscy jesteście zagrożeni. Ach! Najlepiej, niech już złapią, co mają złapać, przynajmniej będzie z głowy.Charlie miał już odrę, Jean także.Więc jak z tym moim wolnym dniem? W porządku?Tuppence zapewniła go, że w porządku.Coś poruszyło się w jej podświadomości.Jest coraz bliżej& I nagle błysk: odra.Tak,odra.To coś wiąże się z odrą.Ale co dom nad kanałem ma wspólnego z odrą& ?No jasne! Anthea.Anthea była chrześniaczką Tuppence, a jej córka Jane kończy-ła właśnie swój pierwszy rok szkolny.Miało się odbyć rozdanie nagród i właśnie wte-dy Anthea zadzwoniła, że jej dwoje młodszych dzieci zachorowało na odrę, w domu nie42 ma nikogo do pomocy, więc nikt nie pójdzie na uroczystość i Jane będzie strasznie za-wiedziona.Czy Tuppence przypadkiem&I oczywiście Tuppence natychmiast się zgodziła.Nie, nie ma nic specjalnego do ro-boty, pojedzie do szkoły, zabierze Jane na lunch, a potem wrócą na rozgrywki sportowei tak dalej.Był nawet specjalny szkolny pociąg.Wszystko ukazało się jej przed oczami z zadziwiającą jasnością  nawet suknia, któ-rą wtedy miała na sobie  letnia suknia w bławatki.A dom widziała w drodze powrotnej.Podczas jazdy do szkoły siedziała z nosem w zakupionym dopiero co magazynie, alew drodze powrotnej nie miała nic do czytania, więc wyglądała przez okno, póki znużo-na wydarzeniami dnia i ciasnymi pantoflami, nie zapadła w drzemkę.Kiedy się obudziła, pociąg pędził wzdłuż kanału.Teren był częściowo zalesiony, cza-sem ukazywał się jakiś mostek, czasem kręta uliczka albo boczna droga, w oddali mi-gnęła farma& ale ani jednej wioski.Pociąg zaczynał zwalniać, ale bez wyraznego powodu, po prostu musiał odebrać takisygnał.Wreszcie stanął gwałtownie tuż przy łukowatym mostku nad prawdopodobnienieczynnym już kanałem.Po drugiej stronie, blisko wody, stał dom.Dom, który Tup-pence z miejsca uznała za jeden z najpiękniejszych, jakie widziała  spokojny i cichyw złotych promieniach zachodzącego słońca.W pobliżu nie widziała żywego ducha  ani psa, ani zwierząt gospodarskich.Mimoto zielone okiennice nie były zasunięte.Dom żył, ale po prostu w danym momencie wy-dawał się pusty.Muszę się czegoś o nim dowiedzieć  pomyślała Tuppence. Pewnego dnia wrócętu i przyjrzę mu się bliżej.To dom, w którym chciałabym zamieszkać.Pociąg drgnął i z wolna potoczył się naprzód.Zobaczę, jak się nazywa następna stacja, przynajmniej będę wiedziała, gdzie to jest.Ale stacji właściwie nie było.W tamtych czasach na kolei działy się różne rzeczy małe stacje likwidowano, nawet burzono, nieużywane perony porastały trawą.Przezco najmniej dwadzieścia minut pociąg jechał, ale nie mijał nic charakterystycznego.Daleko, za polami sterczała wieża kościoła.Potem ukazały się zabudowania fabrycz-ne  wysokie kominy, rząd prefabrykowanych pawilonów, a dalej znów otwarta prze-strzeń.Tuppence pomyślała sobie: Ten dom był jak ze snu& A może rzeczywiście widzia-łam go tylko we śnie? Chyba już go sobie nie obejrzę, to za trudne.I szkoda, że& Pew-nego dnia natknę się na niego przypadkiem!A potem zapomniała o wszystkim, póki obraz nie ożywił mglistego wspomnienia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •