[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Czy to daleko st¹d? — zapyta³ Retnian.— O tak.¯eby dostaæ siê na spustoszon¹ ziemiê, trzeba przebyæ morze Wiatrów, potem zaœ jechaæ konno ci¹gle na wschód przez step, dobrych kilka­set staj.— To¿ to ca³a wyprawa — stwierdzi³ Si³a Gór.— Potrwa co najmniej szeœædziesi¹t dni — powiedzia³a królowa.·— Bêdê mu­sia³a powierzyæ sprawowanie rz¹dów najstarszemu z Rady, panu Skogan Re.— A wiêc i w tej przygodzie chcesz nam towarzyszyæ, Pani? — spyta³ an Thargan.— Muszê.Do mnie tak¿e przemawiali Sêdziowie — odpar³a w³adczyni.W cztery tygodnie póŸniej stanêli u stóp góry Rockann, u celu swej pe³nej niebezpieczeñstw wêdrówki.Ca³y stok góry by³ podziurawiony otworami jaskiñ.Si³a Gór podrapa³ siê w g³owê, a an Thargan zapyta³:— Która jest w³aœciwa?Si³a Gór skin¹³ na Retniana.Ten wyci¹gn¹³ z sakwy podró¿nej owiniêty w jedwab przedmiot.Rozwin¹³ materia³ i wœród skrzeñ ukaza³ siê Diament.Królo­wa patrzy³a z przera¿eniem.Przypomnia³ jej niedawne, straszne prze¿ycia.— On nam wska¿e drogê — powiedzia³ Si³a Gór bior¹c klejnot do rêki.Po­³o¿y³ go na ziemi i zakrêci³ nim.Jego ostry koniec rozjaœni³ siê pulsuj¹cym blas­kiem.Gdy wirowanie usta³o wskaza³ jedn¹ z jaskiñ.— ChodŸmy — powiedzia³ an Thargan.Po chwili zag³êbili siê w ponurej pieczarze.Pocz¹tkowo szeroka, póŸniej zmieni³a siê w korytarz o wyg³adzonych œcianych.Na czele szed³ Si³a Gór, trzy­maj¹c w jednej rêce p³on¹ce ³uczywo, w drugiej ciê¿ki topór.Za nim posuwali siê Retnian i królowa, pochód zamyka³ an Thargan.Powietrze by³o przesycone dziwnym, stêch³ym zapachem.Cienie k³ad¹ce siê na œcianych robi³y upiorne wra¿enie, co jakiœ czas skwiercza³a i zapala³a siê olbrzymia pajêczyna.— Czy my w ogóle st¹d wyjdziemy — spyta³a cicho Awe L'lim.— Dot¹d dawaliœmy sobie radê, Pani, wiêc i teraz tak bêdzie — powiedzia³ zuchowato Retnian.— Lecz w jego g³osie dŸwiêcza³a niepewnoœæ i lêk.Ze wzglêdu na Awe L'lim — udawa³ weso³oœæ i beztroskê chc¹c j¹ podtrzymaæ na duchu.Poprawi³ ko³czan ze strza³ami, mocniej œcisn¹³ ³uk, instynkt podpowia­da³ mu, ¿e w czeluœciach korytarza kryje siê niebezpieczeñstwo.An Thargan i Si³a Gór nie odzywali siê, szli tak czujnie, jak dzikie koty Grakh.Podziemny ko­rytarz to zwê¿a³ siê, to rozszerza³.W ciemnoœciach s³ychaæ by³o tylko chrzêst stóp na czarnym ¿wltee.Wreszcie dotarli do pierwszej krzy¿ówki, ich korytarz przecina³ siê z innym njemal pod k¹tem prostym.— Gdzie dalej? — spyta³ Si³a Gór.Retnian wyj¹³ z zanadrza Diament.Po³o¿y³ go na ziemi.Pulsuj¹cy blaskiem koniec diamentu wskaza³ w³aœciw¹ drogê.Po kilkuset krokach podziemny chodnik koñczy³ siê bram¹ o dziwnym postrzêpionym kszta³cie.Podchodz¹c bli¿ej ujrzeli wydobywaj¹ce siê spoza niej œwiat³o.— B¹dŸcie czujni — szepn¹³ Si³a Gór.Gdy przekroczyli bramê znaleŸli siê w niewielkiej sali, poœrodku niej sta³ — wyraŸnie na nich czekaj¹c — rycerz w niebiesko szmelcowanej zbroi, bez he³mu, z obna¿onym mieczem w d³oni.Spostrzeg³szy ich krzykn¹³:— Biada ci baronie an Thargan — i ruszy³ w ich kierunku.Si³a Gór uœmiechn¹³ siê tylko.— Rozgrzejê siê trochê — powiedzia³ spluwaj¹c w d³onie.Poderwa³ topór tak mocno, a¿ zachrzêœci³o w stawach.— Stój — powstrzyma³ go an Thargan, a jego g³os by³ tak dziwny, a¿ góral opuœci³ toporzysko ze zdumienia: rycerz jakby.jakby ba³ siê postaci w sinej zbroi.— To ksi¹¿ê Rotenberg — stwierdzi³ Retnian.Minê³a chwila wahania — an Thargan doby³ miecza i skoczy³ ku ksiêciu,— Nareszcie ciê dopad³em, banito — rykn¹³ ksi¹¿ê pe³nym nienawiœci g³o­sem.Równoczeœnie zada³ straszliwe pchniêcie, które an Thargan z trudem od­parowa³.Królowa chwyci³a za rêkê Si³ê Gór.— Zróbcie coœ, przecie¿ on go zabije.— Spokojnie — odpar³ flegmatycznie góral.— Da sobie radê.Awe L'lim podniesiona na duchu spokojem olbrzyma, wróci³a do równowa­gi i obserwowa³a pojedynek.Ksi¹¿ê, mistrz w walce na ciê¿kie, dwurêczne miecze, atakowa³ ci¹gle z t¹ sarn¹ furi¹, nie znaæ by³o po nim zmêczenia.A an Thargan sp³ywa³ ju¿ kropiistym potem.„Trzeba koñczyæ" — pomyœla³ i podwoi³ szybkoœæ ciêæ.Miecze wi³y siê w rêkach przeciwników jak wê¿e.Zadawali stra­szliwie szybkie ciosy i równie b³yskawicznie je odparowywali.Szczêk orê¿a wype³ni³ salê, wtórowa³ mu zdyszany oddech Leana.Wtem ksi¹¿ê rzuci³ siê do przodu i odbijaj¹c miecz an Thargana, pchn¹³ go barkiem i powali³ na ziemiê.Nastêpnie wzi¹³ potê¿ny zamach i z ca³ej si³y opuœci³ miecz na le¿¹cego ryce­rza.Ten jednak przetoczy³ siê po ziemi i ostrze trafi³o w pró¿niê.Jednoczeœnie Lean pchn¹³ mieczem swego przeciwnika w nieos³oniêt¹ pancernymi blachami pachwinê.U³amek sekundy wczeœniej Retnian wypuœci³ zabójcz¹ strza³ê, l gdy­by ksi¹¿ê nie rozp³yn¹³ siê w powietrzu jak ob³ok mg³y, strza³a ugodzi³aby go w szyjê.An Thargan le¿a³ ciê¿ko dysz¹c.Królowa podbieg³a do niego.— Panie, czy nic ci siê nie sta³o? — zapyta³a z lekiem.Rycerz nie mog¹c wypowiedzieæ s³owa, zaprzeczy³ gestem.Retnian i Si³a Gór podchodz¹c, zastanawiali siê g³oœno nad ca³ym wydarzeniem.— Rozumiesz coœ z tego? — zapyta³ Retnian.— Niemo¿liwe, ¿eby ksi¹¿ê dosta³ siê tu za nami.— Nie wiem — powiedzia³ krêc¹c g³ow¹ góral, a an Thargan doda³: — To chyba sztuczka Sêdziów.— ChodŸcie, idziemy dalej — ponagla³ Si³a Gór.— Do koñca jeszcze daleko.Znowu pogr¹¿yli siê w mrocznych korytarzach, a Gorej¹cy Diament nieu­stannie wskazywa³ im drogê.Kolejn¹ bramê mijali z lêkiem, ale za ni¹ nikt nie czeka³.Tym razem sala by³a olbrzymia, tak ¿e nawet podniesiona przez Si³ê Gór wysoko pochodnia nie oœwietla³a jej ca³ej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •