X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozwiązanie okazało się praktyczne i skuteczne.Przywykła do wczesno-porannej samotności tak bardzo, że gotowa była patrzeć wówczas na każdego, kto prócz niej kręciłby się po laboratorium, jak na intruza.Tego ranka znalazła na biurku wypisaną na maszynie notatkę, której wieczorem z pewnością nie było:Czekam na panią przy retortach.Pilne.R.Livermore.Była zdumiona zarówno tonem, jak i samym faktem pojawienia się takiej informacji.Oburzyło ją również nieco, że ktoś śmiał zjawić się w pracy przed nią.Najpewniej doktor spędził tu całą noc; personel naukowy często praktykował podobne rzeczy, mimo że administracja stanowczo zabraniała tego, zamykając drzwi na klucz.Skoro jednak sprawa była tak pilna, lepiej będzie się pospieszyć, nawet jeśli doktor zagalopował się z tym wezwaniem.Czas na zajęcia własne będzie potem.Schowała wypchaną torebkę do szuflady biurka i skierowała się do wind.Piętro laboratoriów wydawało się puste, podobnie jak biuro.Kątem oka zarejestrowała jakieś poruszenie i odwróciła się, spoglądając na drzwi prowadzące do pomieszczenia z retortami.Były zamknięte, ale miała wrażenie, że jeszcze chwilę temu uchyliły się nieco.Może Livermore wszedł, by tam na nią zaczekać? Gdy zrobiła krok w ich kierunku, usłyszała ostry brzęk tłuczonego szkła.Dźwięk powtórzył się raz i drugi, niemal równocześnie rozległ się w oddali głośny dzwonek alarmu.Zastygła na chwilę,zdumiona.Ktokolwiek był w środku, rozbijał właśnie aparaturę.Retorty! Niemal biegiem dopadła drzwi i otworzyła je gwałtownie.Podłogę zaścielało szkło ze zniszczonych retort, ale nikogo nie było.Rozejrzała się, przerażona rozmiarami zniszczenia i nagłą zagładą tak wychuchanych zalążków życia.Ledwie widoczne pod mikroskopem wielokomórkowe organizmy, mające dać początek nowym pokoleniom, umierały właśnie na jej oczach i nic nie mogła na to zaradzić.Stojąc tak bezradnie, dostrzegła młotek leżący na mokrej podłodze pomiędzy odłamkami szkła.Broń mordercy? Pochyliła się i podniosła go, niemal równocześnie słysząc za plecami czyjś głos.- Proszę obrócić się powoli.I bez sztuczek, bo wiele mogą kosztować.Catherine Ruffin była zupełnie wytrącona z równowagi.To wszystko działo się za szybko jak na nią.Zaczęła tracić poczucie rzeczywistości.- Co? Co mam zrobić?Obróciwszy się, dostrzegła czyjąś postać, stojącą w drzwiach.Postać trzymała coś, co wyglądało na rewolwer.- Proszę powoli odłożyć młotek - usłyszała.- Kim pan jest? - Narzędzie upadło z hukiem na podłogę.- O to samo chciałbym spytać panią.Nazywam się Blalock, z FBI.Oto moja odznaka.- Wyciągnął ku niej portfelik.- Catherine Ruffin.Kazano mi tu przyjść.Doktor Livermore mi kazał.Co tu się stało?- Może pani to udowodnić?- Oczywiście, mam tu jego notatkę.Niech sam pan sobie przeczyta.Ujął karteczkę koniuszkami palców i rzucił na nią okiem, po czym wsunął do koperty i schował do kieszeni.Broń też zniknęła.- Każdy mógł to napisać - powiedział.- Pani też.- Nie wiem, o czym pan mówi.Ta kartka leżała na moim biurku, gdy kilka chwil temu przyszłam do pracy.Przeczytałam wiadomość i postanowiłam załatwić sprawę od razu.Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła, więc weszłam.Potem zobaczyłam młotek i podniosłam go.To wszystko.Blalock przyjrzał się jej uważnie, po czym skinął głową i pokazał dłonią, by poszła z nim do biura.- Może i tak.Potem to sprawdzimy.Na razie poproszę panią, by zechciała posiedzieć tu spokojnie, ja tymczasem zatelefonuję w kilka miejsc.Wyciągnął całą listę numerów.Trwało dość długo, nim uzyskał pierwsze połączenie, w końcu na ekranie pojawiła się zaspana twarz Leathy Crabb.- Czego pan chce? - spytała, ale zaraz oprzytomniała widząc, kto dzwoni.- Pani męża.Chcę z nim porozmawiać.- Ale.on jeszcze śpi.- Rozejrzała się niepewnie, a Blalock nie mógł nie zauważyć pobrzmiewającego w jej głosie wahania.- Naprawdę? To proszę go obudzić i dać do aparatu.- Ale czemu? Czego pan chce?- A zatem zaraz u państwa będę.Mam nadzieję, że nie sprawi to pani zbyt wielu kłopotów.Czy może jednak woli pani obudzić męża, lub powiedzieć mi prawdę?Opuściła oczy.- Nie ma go - odparła cicho.- Nie było go przez całą noc.- I nie wie pani, gdzie jest?- Nie.I nic mnie to nie obchodzi.Poróżniliśmy się i wyszedł.To wszystko, co mam panu do powiedzenia.Ekran ściemniał, a Blalock natychmiast wybrał kolejny numer.Tym razem zupełnie bez skutku.Spojrzał na Catherine Ruffin, która siedziała spokojnie, wciąż jeszcze otumaniona rozwojem wydarzeń.- Proszę pokazać mi drogę do gabinetu doktora Liver-more'a.Chciaż zdezorientowana, zrobiła dokładnie to, o co prosił.Drzwi nie były zamknięte.Blalock przepchnął się obok dziewczyny i zajrzał do środka.Blady, poranny blask słońca wpadał przez szklane ściany do pustego pomieszczenia.Blalock wciągnął powietrze, jakby chciał wywęszyć ślad, potem wskazał na drzwi po prawej stronie.- Dokąd prowadzą?- Nie mam pojęcia.- Proszę tu zostać.Catherine Ruffin nie spodobał się jego ton, ale zanim zdołała zaprotestować, Blalock stał już przyciśnięty do ściany i otwierał drzwi.Wewnątrz stał tapczan, na którym leżał Livermore z kocem podciągniętym aż pod brodę.Blalock podszedł cicho i wziął doktora delikatnie za nadgarstek.Śpiący natychmiast otworzył oczy, zamrugał i wyszarpnął rękę.- Co, u diabła, pan tu robi?- Sprawdzam pański puls.Chyba nie ma pan nic przeciwko temu?- Owszem, mam i to bardzo.- Usiadł, odrzucając koc.- To ja jestem lekarzem i spcjalistą od takich rzeczy.Przede wszystkim jednak, co ma znaczyć to najście?- Doszło do kolejnego sabotażu w laboratorium z retortami.Włączył się alarm.W środku znalazłem tę oto kobietę.Z młotkiem.- Catherine! Czemu zrobiła pani coś tak głupiego?- Jak pan śmie! Sam zostawił mi pan wiadomość, żebym przyszła.Pewnie po to, by zrzucić wszystko na mnie.To pan potłukł retorty!Livermore ziewnął i przetarł oczy, potem pochylił się, szukając pantofli.- Tak pewnie myśli ten łapacz.- Pochrząkując włożył kapcie.- Znajduje mnie tutaj śpiącego i nie dowierzając własnym oczom sprawdza mi puls, bo tętno osoby śpiącej jest zwykle wolniejsze od tętna kogoś, kto gania z młotkiem po laboratorium [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •