[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Robinton robił, co mógł, by złagodzić jego bezkompromisowe słowa, sugerując, że Raid wciąż jest w szoku po tragicznej śmierci ojca, i że choć dobrze wyszkolony i kompetentny, nie ma tego wyczucia, które daje jedynie doświadczenie.Pewnego dnia, na krótko przed końcem drugiego roku pracy Robintona w Bendenie, Raid wezwał go do biura.— Czeladniku, usłyszałem na twój temat parę rzeczy, które mi się nie podobają — powiedział, od razu przechodząc do rzeczy.— Jestem Władcą Warowni i ma być tak, jak ja mówię.Nie życzę sobie, żebyś uspokajał niezadowolonych gospodarzy albo oczerniał moją pracę za plecami.Musisz odejść.— Odejść? — Robinton przeżywał szok równie głęboki, jak — wedle jego własnych słów — Raid po śmierci ojca.— Tak odejść.Niniejszym zwalniam cię ze stanowiska.— Raid rzucił na stół sakiewkę z markami.— Zażądam od Mistrza Harfiarzy kogoś innego.Naturalnie, bez uprzedzeń, bo wykonywałeś swoje obowiązki wydajnie i aktywnie.Raid kochał te dwa słowa: „wydajność” i „aktywność”.— Ale ja…— Możesz wezwać z wieży bębnów tego swojego przyjaciela, spiżowego jeźdźca, żeby zawiózł cię z powrotem do Cechu.— A to — dorzucił niewielki zwój pergaminu do sakiewki — oddaj Mistrzowi Gennellowi.Nie odpowiadasz mi jako Harfiarz tej Warowni — warknął i wstał na znak, że posłuchanie skończone.Robintonowi pierwszy raz w życiu zabrakło słów.Zgarnął te dwa przedmioty ze stołu, obrócił się na pięcie i wyszedł z biura, żałując gorąco, że nie może trzasnąć za sobą drzwiami.Nie odzywając się do nikogo słowem, wściekły i zawstydzony z powodu dymisji, poszedł do siebie na górę i spakował rzeczy.Musiał zejść do klasy, gdzie Maizella ćwiczyła z drugoklasistami; na pewno wiedziała o zwolnieniu, bo tylko podniosła wzrok, by sprawdzić, kto wchodzi, a potem odwróciła oczy bez słowa i dalej słuchała deklamacji.Zebrał wszystkie swoje nury i notatki, uśmiechnął się do swoich byłych uczniów i wyszedł w milczeniu.Niech i tak będzie, pomyślał, wbiegając po trzy stopnie na wieżę.Na szczycie zabrakło mu tchu, ale rozładował częściowo frustrację i gniew z powodu niesprawiedliwości.Raid miał zbyt mało doświadczenia, by wiedzieć, że obraża swoich ludzi i że harfiarzem można także powodować dla własnej korzyści.Dyżur miał Hayon; uśmiechnął się na widok Robintona, ale słowa powitania zamarły mu na wargach, zanim zdążył je wypowiedzieć.— Zezwolono mi na nadanie wiadomości — powiedział Robinton, niezdolny do złagodzenia tonu głosu.Wziął pałeczki i wybębnił krótką prośbę o przelot.Oczy Hayona rozszerzyły się ze zdumienia.Spojrzał na harftarza i znów chciał się odezwać, ale zrezygnował.Nieprzyjemnie było tak czekać w milczeniu na odpowiedź z Weyru, ale Robinton nie miał nastroju na towarzyskie pogawędki i konwenanse, a Hayon był na tyle wrażliwy, że to wyczuwał.Czeladnik ciężko usiadł na krześle i popijając klah przygotował się na nieokreślony czas oczekiwania na odpowiedź z sąsiedniej wieży.Smok już by tu był.— No więc, o co chodzi, Rob? — spytał w końcu Hayon.— Zdaniem twojego brata, nie jestem odpowiednim dla was harfiarzem.Hayon zmierzył go spokojnym wzrokiem.— Mój przyrodni brat — poprawił, kładąc nacisk na dokładne określenie ich pokrewieństwa — czasami używa tylko połowy rozumu, z którym przyszedł na świat.Jeśli w ogóle go używa.Czy on zdaje sobie sprawę, jak wiele zrobiłeś, by uspokoić doświadczonych dzierżawców, których on wciąż obraża?— Dokładnie właśnie dlatego mam odejść, Hayonie.Powiedz Lady Hayarze, że mi przykro z powodu odjazdu….— Będzie jej ciebie naprawdę brak — powiedział lojalnie Hayon.— Absolutnie jej nie zazdroszczę.Ani tobie.Hayon uśmiechnął się lekko.— Jakoś przeżyję.Właściwie zawsze wiedziałem, że do tego dojdzie.— I to by było na tyle — podsumował Robinton i wyciągnął rękę, którą Hayon serdecznie ujął w obie dłonie.— Coś ci powiem.Maizelli też będzie ciebie brakować… na ślubie.— Chyba nie — odpowiedział Robinton, ale uśmiechnął się bez urazy.— Nadlatuje smok [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •