X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.„Na drogach dojazdowych do Walhalla i w samym mieście panują bardzo trudne warunki” - mówił gubernator.- „Jeśli chcecie zobaczyć, co się dzieje na Johnson's Ridge, to najlepiej i najbezpieczniej będzie przyjrzeć się temu we własnym domu, siedząc przed telewizorem”.Często wydajemy jednoznaczne opinie i werdykty, mówimy na przykład, że większość ludzi nie ma „poczucia historii”.Twierdzimy tak, bo rzeczywiście większość społeczeństwa nie wie, kto zrobił co, albo kiedy miało miejsce takie i takie zdarzenie.Jednak kto z nas nie skorzystałby z okazji, gdyby zaoferowano mu możliwość przeniesienia się w czasie i spojrzenia na Gettysburg w historycznym dniu czy zjedzenia wspólnej kolacji z Cezarem? Wszyscy chcemy dotykać historii, chcemy być częścią jej niepowstrzymanej fali”.Właśnie tutaj i teraz nadarzała się taka okazja, wydarzenie o niezwykłym znaczeniu.Nikt spośród tych, którzy mogli ujrzeć Johnson's Ridge na własne oczy, nie zamierzał zmarnować tej szansy i zostać w domu, by oglądać telewizję.Szef miejscowej policji był grubym mężczyzną o zachrypniętym głosie, nalanej twarzy i oczach bez wyrazu, które świadczyły raczej o braku inteligencji niż jej nadmiarze.Nazywał się Emil Doutable, choć podwładni przekręcali jego nazwisko na Doubtful, czyli Wątpliwy.Pojawił się na skarpie późnym rankiem.Do tego czasu Max i jego pomocnicy spędzili kilka godzin przy telefonach, odpowiadając na pytania metalurgów, archeologów, przemysłowców, polityków i zwykłych ciekawskich z całego świata.Doutable nie wyglądał na szczęśliwego człowieka.Obecność tego okropieństwa utrudniała mu pracę.Rozumiał, że w jego okręgu mają miejsce wydarzenia o ogromnym znaczeniu dla całej ludzkości, wolałby jednak, by zdarzały się one gdzie indziej.- Być może będziemy potrzebowali wsparcia Gwardii - powiedział Maksowi.- Podobno jedzie tutaj pół Ameryki.- Też mi nowina - parsknął Max.- Może powinniśmy zamknąć drogę dojazdową.W ogóle nie dopuszczać tutaj ludzi.Doutable rozejrzał się dokoła, jakby bał się, że ktoś podsłuchuje ich rozmowę.- Czyś ty oszalał? Cały okręg robi na tym gigantyczne interesy.Jeśli zamknę drogę, będę musiał szukać sobie pracy gdzie indziej.- Wyjrzał przez okno.Na parkingu stały setki samochodów.- Posłuchaj, dla miasteczka to jest idealna sytuacja.Ciągle jest dość zimno.Nikt nie wytrzyma długo tutaj, na górce.Wyjeżdżają, szybko oglądają to coś, i wracają na dół.Potem większość jedzie do miasta zjeść coś ciepłego i zrobić jakieś zakupy.Wszystko kręci się jak trzeba.Albo przynajmniej kręciło.Teraz mamy już chyba za duży ruch.Max skinął głową, szczęśliwy, że nie on musi się martwić tym problemem.Doutable milczał przez minutę.- Max - powiedział wreszcie.- Nie pozwolicie im spacerować po tej waszej Rotundzie, co?- Pytasz, czy pozwolimy im wejść do środka? Nie.Pozwalamy robić to tylko dziennikarzom i naukowcom.- Dobrze.Bo wtedy wszystko działoby się jeszcze wolniej.Musimy trzymać ich na zewnątrz, na zimnie.Tylko wtedy uda nam się panować nad sytuacją.- Pokiwał energicznie głową.-Więc nie zmieniajcie zdania.- Wstał i ruszył do drzwi.- Jeśli będziemy mieli trochę szczęścia, zrobi się jeszcze zimniej.Właśnie tego naprawdę nam potrzeba.Co kilka minut na płaskowyżu lądowały helikoptery, przywożąc ze sobą świeży ładunek dziennikarzy i VIP-ów.Lasker potrzebował pomocy, by zapanować nad organizacją, Maksowi przypadł więc zaszczyt witania wszystkich ważnych gości.Reporterzy zamęczali April pytaniami i prośbami o zdjęcia, ona zaś starała się ich zadowolić.Był to jednak bardzo męczący dzień i wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy w końcu nad urwiskiem zapadł wieczór.- To absurdalne - skarżyła się April.- Mam pod ręką najbardziej interesujące znalezisko w historii ludzkości, a nie mogę ani na chwilę oderwać się od reporterów.Chciałabym w końcu przyjrzeć się dobrze wnętrzu Rotundy.- Rzeczywiście, dziennikarze spędzali więcej czasu w środku Rotundy niż ona.Choć nie zdawała sobie z tego sprawy, w ciągu jednego dnia stała się najbardziej znanym naukowcem w kraju.Podczas pierwszych dwudziestu czterech godzin ich obecności na światowej scenie (bo tak o tym myśleli) April otrzymała oferty od trzech wielkich firm kosmetycznych, które chciały, by to właśnie ona promowała ich produkty, od Taco Bell („Nasze buritos są nie z tej ziemi”), od agencji wynajmu samochodów i MCI.Oprowadzała tłumy gości po Rotundzie.Udzielała wywiadów i prowadziła krótkie konferencje prasowe.Fotografowie odkryli już, że mają fotogeniczny temat, więc lampy błyskowe migotały niemal bez przerwy.April najwyraźniej dobrze się czuła w tej roli, a Max cieszył się z jej sukcesu.Była od niego szybsza i sprytniejsza.W dodatku podbijała serca wszystkich, nawet najbardziej zatwardziałych niedowiarków, potrafiła też wymyślić na poczekaniu zgrabny żarcik czy ciętą ripostę.Trzeciego dnia po wejściu do Rotundy rozpoczęli powolny proces usuwania nagromadzonego w niej kurzu i brudu.Robotnicy czyścili wybrane fragmenty kopuły, wpuszczając do wnętrza budynku przefiltrowane światło słoneczne.Zielony blask przypominał światło, jakie pada na niższe partie lasu w pogodne letnie popołudnie.Jednak tutaj oczywiście nie było żadnych drzew i liści.Otaczały ich zewsząd zielone ściany, prawdopodobnie także wykonane z cannonium, identyczne w barwie i fakturze jak te na zewnątrz.Wzdłuż trzech czwartych obwodu budynku ciągnęło się szerokie okno, usytuowane na wysokości piersi.Lasker poprosił Maksa, by ten nadzorował prace.April wyjaśniła mu, jakie środki ostrożności powinni przedsięwziąć pracownicy, a potem zostawiła go samego.Tego dnia zatrudnili także emerytowanego burmistrza Franka Molla, jako specjalistę od kontaktów z mediami.Max podejrzewał, że naprawdę cenne informacje ukryte są w ścianach.Chciał wiedzieć, jak zbudowany jest system, który po dziesięciu tysiącach lat nadal działa.Żałował jednak, że pierwszy kontakt z pozaziemską cywilizacją zaowocuje tylko ulepszonym systemem ogrzewania.Zostawił liścik do April i pojechał do motelu.Utknął jednak w korku i pojawił się w Fort Moxie dopiero dwie godziny później, zmęczony i zły.Miasto znajdowało się w stanie oblężenia.Wszędzie parkowały samochody, ulice były nieprzejezdne.Max przecisnął się jakoś na parking przed motelem, okazało się jednak, że nie ma tam już wolnych miejsc.W końcu zostawił samochód przy Leghorn Street, sześć przecznic dalej.Gdy wracał na piechotę do motelu, zobaczył nastolatka w koszulce z wizerunkiem Rotundy.Pod obrazkiem znajdował się napis: FORT MOXIE, Miasto nie z tej ziemi.Niemal wszystkie przedmioty, jakie znajdowały się na wystawie sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, ozdobione zostały miniaturową podobizną Rotundy: szklanki, naczynia kuchenne, modele, ręczniki, notesy, pojemniki na pieprz i sól.Po drugiej stronie Bannister Street, w supermarkecie Mike'a, było podobnie.Z naprzeciwka jechały powoli dwa autobusy szkolne.W ich oknach powiewały chorągiewki, oczywiście z Rotundą.Na masce pierwszego ktoś starannie wykaligrafował napis „Mglisty duch”.W obu pojazdach jechali młodzi ludzie, prawdopodobnie studenci i ich nieco starsi koledzy.Kiedy mijali Maksa, machali doń radośnie.On także im pomachał, szybko pokonał dystans dzielący go od motelu (do tego czasu zdążył już porządnie zmarznąć) i zaszył się w swym pokoju.Kiedy znalazł się wreszcie w ciepłym wnętrzu, opuściły go resztki sił.Położył kurtkę na krześle i rzucił się na łóżko.Autobusy zatrzymały się przy restauracji Clinta [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •