[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zanim się opatrzyliśmy, już ichbyło pełno wszędzie; wycinali drzewa, kopali, budowali sobie szopy i domy, ro-bili, co chcieli.Zrazu Pypeć płacił za wyrządzone przez nich szkody, ale wkrótce281 rozpanoszyli się tak, że po prostu brali, co im się podobało.W kraju zaczęto szemrać, nie dość jednak głośno.Stary burmistrz, Will, wy-brał się z protestem, ale nie doszedł do Bag End.Po drodze opadły go zbiry,zawlokły do Lochów w Michel Delving i tam po dziś dzień biedak siedzi.Stałosię to jakoś zaraz po Nowym Roku, a gdy zabrakło burmistrza, Pypeć ogłosił sięNaczelnym Szeryfem i odtąd rządził samowolnie wszystkim.Kto się ośmielił, jakto oni nazywają, na  krnąbrność , tego spotykał los Willa.Z każdym dniem by-ło gorzej.Ziela do fajek nikt nie miał prócz Ludzi Wodza; Wódz nie lubi piwa,więc go hobbitom odmówił, pozwalając pić tylko swoim Ludziom; wszystkiegobyło coraz mniej, tylko przepisów coraz więcej, żeby nikt nie mógł nic z wła-snego dobra zachować, gdy zbiry plądrowały dom po domu niby to dokonując sprawiedliwego rozdziału , w rzeczywistości brali wszystko dla siebie, a hobbi-tom nie dawali nic, prócz resztek, które można nabyć w domach szeryfów, ale topaskudztwo nie do strawienia.yle się działo.Odkąd jednak zjawił się Sharkey,nastała istna klęska. Kto zacz ten Sharkey?  spytał Merry. Jeden ze zbirów coś nam o nimwspominał. Zbir nad zbirami, o ile mi wiadomo  odparł Cotton. Pierwszy razusłyszeliśmy jego imię mniej więcej w okresie żniw, jakoś pod koniec września.Nigdyśmy go nie widzieli; podobno mieszka w Bag End.On to, jak się domyślam,jest teraz prawdziwym naszym władcą.Zbiry wykonują jego wolę, a on każe rą-bać, palić, burzyć.Ostatnio także  zabijać.Już w tym nie sposób dopatrzyć sięsensu, bodaj nawet złośliwego.Walą drzewa i zostawiają na miejscu, żeby gniły.Palą domy i przestali nowe budować.Posłuchajcie, jak było z młynem Sandymana.Pypeć go zburzył, jak tylko spro-wadził się do Bag End.Potem sprowadził bandę Dużych Ludzi, z minami zbójów,żeby zbudowali nowy młyn, większy i pełen różnych zagranicznych wynalazków.Tylko durny Ted cieszył się z tego i pracuje przy czyszczeniu machin u DużychLudzi na tym miejscu, gdzie jego ojciec był młynarzem i gospodarzem.Pypećzapowiadał, że w jego młynie będzie się mełło więcej i szybciej.Ma takich mły-nów kilka.Ale żeby mleć, trzeba mieć ziarno, a do nowego młyna nie dostarczanogo więcej niż do starego.Odkąd Sharkey panuje, w ogóle nie ma co mleć.Wciążtylko słychać łoskot, dym bucha z komina, smród zapowietrza okolicę, a w Hobbi-tonie nikt nie zazna spokoju za dnia ani w nocy.Umyślnie wylewają jakieś brudy,zapaskudzili nimi w dolnym biegu Wodę i całe to plugastwo spływa do Brandywi-ny.Jeśli im o to chodzi, żeby Shire zamienić w pustynię, to wybrali dobrą drogę.Nie przypuszczam, żeby ten głupi Pypeć do tego dążył.Moim zdaniem to robotaSharkeya. Na pewno!  odezwał się młody Tom Cotton. Przecież uwięzili starąmatkę Pypcia, Lobelię, którą Pypeć bardzo kocha, ją chyba jedną n świecie.Hob-bici z Hobbitonu widzieli, jak to się stało.Lobelia szła ścieżką z Pagórka i miała282 w ręku swój stary parasol.Spotkała kilku zbirów jadących wielkim wozem podgórę. Dokąd jedziecie?  pyta. Do Bag End. Po co? Budować szopy dla Sharkeya. Kto wam pozwolił? Sharkey  odparli. Ustąp z drogi, stara jędzo. Ja wam pokażę Sharkeya, podli zbóje, złodzieje!  krzyknęła i z paraso-lem w garści rzuciła się na przywódcę, dwa razy większego niż ona.Oczywiścieobezwładnili ją i zabrali.Powlekli do Lochów, a to przecież starowina.Więżą in-nych, bardziej nam miłych i potrzebnych, nie da się jednak zaprzeczyć, że Lobeliaokazała się dzielniejsza od wielu hobbitów.W tym momencie rozmowa się urwała, bo do kuchni wpadł Sam prowadzącDziadunia.Stary Gamgee z pozoru nie postarzał się przez ten rok, ale ogłuchłjeszcze bardziej. Dobry wieczór, panie Baggins  powiedział. Cieszę się, że cię widzęz powrotem całego i zdrowego.Ale mam z panem na pieńku, że tak powiem, jeśliwolno mi być szczerym.Nie powinien pan był sprzedawać Bag End, od początkuto mówiłem.Od tego zaczęły się wszystkie biedy.A przez ten czas, kiedy pansobie podróżował po obcych krajach wojując w górach z Czarnym Ludem  jeślidobrze zrozumiałem, co Sam plecie, bo z nim trudno się dogadać  tutaj zbójeprzekopali nasz Pagórek i zniszczyli moje ziemniaki. Bardzo mi przykro, panie Gamgee  odparł Frodo. Teraz, skoro wró-ciłem, postaram się w miarę moich sił naprawić szkody. Sprawiedliwie pan mówi  rzekł Dziadunio. pan Frodo Baggins jestuczciwym hobbitem, zawsze to powiadałem, chociaż nie o wszystkich osobachtego nazwiska, za przeproszeniem, można to samo powiedzieć.Mam nadzieję, żemój Sam sprawował się w podróży przyzwoicie i że pan z niego jest zadowolony? Najzupełniej!  odparł Frodo. Nie wiem, czy mi pan uwierzy, ale Samteraz jest osobistością sławną na całym świecie; we wszystkich krajach, stąd aż doMorza i na drugim brzegu Rzeki, ludzie śpiewają pieśni o nim i o jego czynach.Sam zaczerwienił się, ale z wdzięcznością spojrzał na Froda, bo Różyczceoczy zabłysły i uśmiechnęła się do młodego bohatera. Trudno w to uwierzyć  rzekł Dziadunio. Ale widzę, że mój Sam dostałsię w dziwną kompanię.Co on za kubrak ma na sobie? Nie podoba mi się, żebyrozsądny hobbit ubierał się w żelastwo, chociaż możliwe, że to się nie zedrze tak283 prędko jak inne ubrania.Nazajutrz rodzina Cottonów i jej goście wstali o świcie.Noc minęła spo-kojnie, ale można było spodziewać się, że dzień przyniesie z pewnością niejednąprzygodę. Tak wygląda, jakby w Bag End nie było już zbirów  rzekł stary Cotton ale banda z Rozdroża zjawi się lada chwila.Ledwie zjedli śniadanie, nadjechał goniec z Tukonu.Był pełen zapału. Than zerwał na nogi cały kraj  powiedział. Wieść szerzy się wszędziejak pożar, zbóje, którzy pilnowali Tukonu, a raczej ci z nich, którzy uszli z ży-ciem, zbiegli na południe.Than ściga ich, żeby nie dopuścić do połączenia się nadrodze z wielką bandą.Pana Peregrina jednak odesłał z tylu hobbitami, ilu moglize swego oddziału bez narażenia wyprawy odstąpić.Następna nowina była mniej pomyślna.Merry, który całą noc spędził na koniu,przyjechał około dziesiątej do farmy. Silna banda nadciąga, są nie dalej niż o cztery mile stąd  oznajmił.Idą gościńcem od Rozdroża, ale po drodze przyłączyli się do nich ludzie z róż-nych oddziałów.Będzie razem koło stu, a wszystko, co im się nawinie w marszu,podpalają.Aajdacy! Ha! Ci nie będą się wdawali w układy, idą zabijać  rzekł stary Cotton. Jeśli Tukowie nie zjawią się wcześniej niż oni, musimy się ukryć i z zasadzkistrzelać bez ostrzeżenia.Nie obejdzie się bez walki, zanim przywrócimy ład, panieFrodo!Tukowie jednk wyprzedzili nieprzyjaciół.Przymaszerowała z Tukonu i Zie-lonych Wzgórz setka dziarskich hobbitów z Pippinem na czele.Merry miał te-raz dość podkomendnych, żeby rozprawić się ze zbirami.Zwiadowcy donieśli, żeprzeciwnicy trzymają się zwartą kupą.Wiedzieli już, że kraj powstał przeciw nim,i najwyrazniej zamierzali stłumić bunt bez litości, przecież Nad Wodą był głównyośrodek ruchu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •