[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Runął w stronę kuchni wyłamując po drodze zamknięte drzwi przy akompaniamencie głosu z wszechobecnych głośników.- To, co robisz, jest naruszeniem prawa.Zaprzestań tego natychmiast, albo wyrok ulegnie podwyższeniu.Głos nie znaczył dla niego nic i to, co mówił również.Dostał się do lodówki i sięgnął po butelkę.Palce ześlizgnęły się po gładkiej, przezroczystej powierzchni, która oddzielała wnętrze lodówki od reszty świata.Zniechęcony powlókł się w stronę korytarza, ścigany przez natrętne głośniki obwieszczające, że jego wyrok uległ podwyższeniu o pięć dni.Taksówki ani autobusy nie zatrzymywały się na jego wezwanie, toteż na swoją nową kwaterę zmuszony był udać się pieszo z torbami w dłoniach.W końcu dotarł do długiego kwadratu jednolitych bloków zlokalizowanych w dzielnicy, o której istnieniu nie miał pojęcia.Ledwie znalazł się na klatce schodowej, uderzył go przygnębiający klimat, jaki w niej panował: skrzypiące schody, ciemne światło, zakurzone podłogi i pajęczyny snujące się we wszystkich kątach.Musiał się wspiąć na drugie piętro zanim odnalazł swój numer.Bez zapalania światła rzucił bagaże na podłogę i dobrnął do łóżka.Było to zwykłe metalowe urządzenie, którego nie spotykało się prawie poza muzeami.Diabelsko niewygodne, ale był tak zmęczony, że ledwie to stwierdził, a już zapadł w kamienny sen.Obudziwszy się rano nie miał żadnego zamiaru otwierać oczu.Starał się przekonać, że to, co mu się przytrafiło, było tylko złym snem, ale szarość przenikająca przez zamknięte powieki wyprowadziła go z błędu.Z westchnieniem obrzydzenia otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju.Był czysty i to była jedyna jego zaleta.Umeblowanie składało się z najprostszych mebli: łóżka, krzesła i stołu.To wszystko oświetlała naga żarówka zwisająca z sufitu.Na przeciwległej niż jego łóżko ścianie, znajdował się duży, metalowy kalendarz, na którym można było bez żadnego trudu odczytać: dwadzieścia lat, pięć dni, siedemnaście godzin i dwadzieścia pięć minut.Akurat, gdy na niego spoglądał, rozległ się donośny szczęk i ostatnia cyfra przeskoczyła na dwadzieścia cztery.Zanim skończył kontemplować zegar, na nogi postawił go donośny głos.- Śniadanie jest podawane w jadalni piętro niżej.Masz dziesięć minut.Głos pochodził z gigantycznej tuby-głośnika o średnicy około pięciu stóp i Carl posłuchał go bez dłuższego namysłu.Jedzenie było podłe, ale dawało się przełknąć.W jadalni zebrało się spore towarzystwo - zarówno męskie, jak i damskie.Tyle tylko, że wszyscy okazywali głębokie zainteresowanie zawartością własnych talerzy.Postąpił podobnie i, jak mógł najszybciej, wrócił do pokoju.Ledwie przekroczył próg, skierował się na niego obiektyw kamery, równie ogromny jak głośnik - miał rozmiar przynajmniej jego pięści i obracał się wolno, śledząc każdą czynność Carla.Skazany jest przecież zawsze sam, ale nigdy nie jest w samotności,- Twoja praca zaczyna się dziś o godzinie 18.00 - ryknął głośnik bez żadnego uprzedzenia.- Tu jest adres.Na podłogę z otworu pod kalendarzem spłynęła kartka.Carl podniósł ją i przeczytał bez zainteresowania.Jak się spodziewał, adres był mu obcy.Nie miał nic do roboty, toteż runął na łóżko, które boleśnie jęknęło i pogrążył się w niewesołych myślach.Torturowały go one od chwili aresztowania - dlaczego był taki głupi i dał się złapać.A wszystko wydawało się takie proste.Zaczęło się tak niewinnie - od rutynowego sprawdzania linii telefonicznej w potężnym gmachu zajętym w całości przez urzędy i biura.Był sam, gdyż do kontroli nie potrzebował robotów, a skrzynka z potrzebnymi narzędziami była niewielka i niespecjalnie ciężka.Sama skrzynka łącz telefonicznych znajdowała się w pomocniczym korytarzu, biegnącym równolegle do głównego hallu.Ponieważ był to duży budynek, było w nim dużo rozmaitych pomieszczeń, a w związku z tym i połączeń, toteż sprawdzenie ich było długotrwałym zajęciem.Obok jednej ze ścianek rozgraniczających zauważył płytę z solidnie hartowanej stali.Wychodziły z niej zakończenia nagwintowanych prętów.Siedząc przy swoich łączach Carl zainteresował się nią po prostu z nudów.Jak wykazało bliższe badanie, nie była to bynajmniej jednolita płyta, lecz tylko idealnie sprasowane ze sobą prostokątne płytki, których łączenia były oznaczone wystającymi prętami.Przeznaczenia tego czegoś i tak w żaden sposób nie mógł odgadnąć, więc zabrał się do swojej roboty.Po paru godzinach doszedł do wniosku, że jest akurat odpowiednia pora na lunch, toteż zrobił sobie przerwę i skierował się do baru.Wychodząc zauważył stojący przed wejściem furgon bankowy.Dwóch strażników wyciągało z niego koperty i wkładało je do wyciągniętych ze ścian hallu kasetek.Po jednej kopercie do jednej kasetki, po czym wędrowała ona z powrotem do wnętrza ściany i zostawała zamknięta: Całość była oddzielona od korytarza dość solidną kratą.Pomyślawszy z rozrzewnieniem, jaka też tam musi być ilość gotówki, powędrował na lunch.Dopiero kiedy wracał, uderzyła go myśl, że przecież to, co oglądał, to nic innego, jak tylna ściana sejfu.To co było tak pilnie strzeżone z przodu, było nader łatwo dostępne od tyłu.Prostota tego rozwiązania oszołomiła go.Skończył robotę jak w transie, zapamiętał lokalizację poszczególnych elementów wnętrza i zapomniał o wszystkim na sześć miesięcy.Po upływie pół roku rozpoczął przygotowania.Dokładna obserwacja ujawniła, że koperty zawierają spore przekazy w gotówce, wypłacane przez banki najrozmaitszym firmom, których biura znajdowały się w tym gmachu.Straż bankowa deponowała je w południe każdego piątku.Żadna z kopert nie była zabierana wcześniej niż o trzynastej tego samego dnia.Carl zanotował sobie w pamięci, gdzie zostaje złożona najgrubsza koperta i przystąpił do wcielania w życie swojego planu.Wszystko szło jak w zegarku.W piątek za dziesięć dwunasta wszedł do budynku ze swoją skrzynką na narzędzia.Dokładnie dziesięć minut później był niezauważony, w tylnym korytarzu.O 12.10 z cienkich rękawiczkach na dłoniach przystąpił do pracy używając swego miniaturowego palnika, który ciął stal bez żadnych oporów i z błyskawiczną szybkością.Wyciął okrąg w upatrzonej kasecie i za pomocą długiej pincety wyciągnął kopertę, którą włożył do innej, wyjętej z własnej torby i zaadresowanej na swoje nazwisko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •