[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Brakowało mi tylko słowa.Resztęmam już wymyśloną. I nagle powtórzył:  Narodziny narodu.Dobre.Potrząsnęła głową.Nie mogła sobie wyobrazić, na co komu takie słowo.Równiedobrze można było podrywać ciżbę określeniami w rodzaju:  Do boju, żołnierze, któ-rzy wierzycie w idealistyczną estetykę! Chociaż.Słowo  naród rzeczywiście byłokrótkie i łatwe do wypowiedzenia.464  Chciałem ci powiedzieć jeszcze o kilku sprawach  mruknął. Ale muszę jużwracać.Papiery dostaniesz na kolejnych przystankach. Skinął jej głową. Powo-dzenia.I dzięki za Theu!Wzruszyła ramionami.Nie do końca mogła go zrozumieć.Obserwowała, jak zawra-ca i zmusza konia do galopu na piaszczystej drodze.Potrząsnęła głową. Lanni!Dziewczyna podjechała, usiłując opanować narowistego wierzchowca. Słuchaj, wiesz gdzie się po drodze mamy zatrzymać? Tak. Daleko? Napiłabym się czegoś. Jakieś pół kroku  uśmiechnęła się Lanni. Co?Dziewczyna wyjęła z juków mały bukłak i podała go Achai.Ta również się roze-śmiała.Wyszarpnęła zębami korek i wypiła kilka łyków. To prowadz, co?  Oddała jej bukłak. I strzel sobie łyka, wyższych szarż niema chyba w okolicy.465 Pani porucznik nie trzeba było powtarzać.Potem jednak ustawiła pluton, wywrza-skując komendy, i ruszyły w noc wijącą się leniwie wśród drzew drogą.Shha podjechałado Achai, zrównując konie. Daj rękę, siostro.Nie zrozumiała początkowo.Shha jednak sama sięgnęła po jej lewą dłoń i, szar-piąc z powodu trudności w dostosowaniu tempa swojego konia, ściągnęła jej żelaznąrękawicę. Wszyscy mężczyzni to idioci  wyjaśniła. Kurde, czemu? No, nałożyć ci, siostrzyczko, coś takiego i kazać jechać przez chłodną noc Schowała urządzenie do własnych juków. To tak, jakbyś miała trzymać rękę w prze-rębli.Toż żelazo zimne jak szlag. Ale ja nic nie czuję. No, właśnie.Potrzymaj sobie rękę w przerębli przez pół nocy, nawet jak nic nieczujesz.Niemoc zaraz cię chwyci.Lanni skinęła głową, popierając swoją sierżant.466  Taaaa.Mężczyzni to durnie  mruknęła. Ale ten Biafra jest fajny.Wyj-dziesz za niego? No, co wyście? Powariowały jedna z drugą?Shha uśmiechnęła się szeroko. Pamiętaj, co ci już wcześniej mówiłam.Daj mu tyłka i się pobierzcie! Odczep się! Ma rację  powiedziała Lanni. Masz szansę teraz, to nie czekaj na królewiczaz bajki. Wy w ogóle macie coś popieprzone w głowach, dziewczyny.To straszny sukin-syn. Lepiej mieć męża sukinsyna niż niedorajdę  skomentowała Shha. Oż, kurde, co za wojsko! Porucznik z sierżantem swatają majora.No nie, na-zwijmy się od razu plutonem weselnym i kupę pieniędzy zarobimy, swatając naszychżołnierzy. Też niegłupia myśl  roześmiała się Lanni. Fajne dupki mamy do przehan-dlowania.467 Achaja machnęła ręką.Jechały w milczeniu przez coraz bardziej chłodną noc.Bez-chmurne niebo sprawiało, że gwiazdy świeciły jasno, umożliwiając utrzymanie dużejszybkości nawet na krętym gościńcu.Wypoczęte konie rwały do przodu, jakby chciałyudowodnić, że w żyłach mają prawdziwą krew, a nie jej wałachowate popłuczyny.Od-dział jakimś cudem utrzymywał nawet równy szyk.Wyglądał bojowo.Jak stado wilkówpędzących przez noc za swoją ofiarą. Tam!  krzyknęła nagle Shha, wyciągając rękę.Dopiero po dłuższej chwili dostrzegły nikłe światełko. Karczma. Shha miała naprawdę niesamowity wzrok. Mamy się w niej zatrzymać. Lanni uniosła się w strzemionach, kiedy podje-chały bliżej. Kurde, ale zwierzaków wokół.Rzeczywiście, wokół kilku niewielkich budynków stało ze dwieście koni przykry-tych derkami.Co najmniej dwie kompanie kawalerii musiały tu popasać. Sierżancie  zakomenderowała Lanni. Nasze konie do stajni.%7łołnierzy ulo-kuj w stodole i zamelduj.468  Tak jest!  Shha miała jednak wątpliwości. Stodoła pewnie pełna jak szlag.Tyle wojska. To ich wywal na zbity pysk. Lanni zeskoczyła z konia. Stajnię też opróżnij,jak zajdzie potrzeba. Tak jest! Nie za ostro?  spytała Achaja, rzucając sierżantowi swoje wodze. Tak nas uczyli na szkoleniu. Lanni mrugnęła porozumiewawczo. Terazjesteśmy Służba Rozpoznania i Zaopatrzenia.Nie będą nasi żołnierze po krzakach no-cować, jeśli to nie jest konieczne.Achaja roześmiała się, otwierając ciężkie drzwi.W karczmie mimo póznej porybyło pełno gości.Oprócz chłopów i okolicznej szlachty zauważyły kilku oficerów ka-walerii przy jednym ze stołów.Zasalutowały obie, bo była tam nawet pani pułkownik.Usiłowały nie słyszeć cichych, rzucanych półgębkiem uwag: O, żesz ty.Pierdolony zwiad! Wywalą nam żołnierzy ze stodoły, jeśli ich więcej. Widzisz, co ta młoda major ma na twarzy? Zwiad łóżkowy, czy jak? A widziałaś porucznik? Siksa nie ma nawet osiemnastu lat [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • funlifepok.htw.pl
  •